Co wrażliwszym i obrzydliwskim osobnikom płci przeciwnej chyba nie polecam lektury tego posta:)
CIĄŻA
Od początku miałam w głowie pewne hasła przewodnie podsłuchane, obejrzane i wylukane w necie typu: rzyganie, hemoroidy, zachcianki, tusza, wkurw itd.
Wolałam o tym nie myśleć, bo pewne z nich brzmią dość strasznie, ale okazało się, że to wcale nie tak!
Z rzyganiem to loteria jedna ma druga nie, ja miałam farta, poza wyjątkowym odczuwaniem zapachów. Na początku ciąży byłam w Portugalii, chcieliśmy zwiedzić Lizbonę, no i się nie dało...zapachy, które uwielbiałam: oceanu, grilowanych ryb i innych typowych dla tego miejsca, sprawiły, że za każdym rogiem ulicy przeżywałam mdłościowe katusze, ale na szczęście na tym się skończyło.
Opcji drugiej z mojej listy nie zaliczyłam. UFFFFFF.
Nie jadłam też budyniu z cebulą ani ogórków z keczupem. Opanowała mnie jedynie żądza na czekoladę, ale nie przytyłam z tego powodu 20 dodatkowych kilogramów i nie miałam potrzeby jeść za dwóch.
Dopadł mnie za to wkurw przez duże W i nie odpuszczał przez kilka dobrych miesięcy. Medal dla wszystkich, którzy musieli mnie znosić, sama siebie nie mogłam zdzierżyć. Gdybym była facetem spakowałabym reklamówkę i zamknęła na zawsze drzwi... z drugiej strony:)
PORÓD
Napiszę tylko tyle, że chyba nie jestem do końca zwolenniczką natury bo myśl o tej "naturze" sprawiał, że robiło mi się blado, słabo i zimno. Polecam za to metodę bardziej rzeźnicką, ale w sumie całkiem przyjemną (poza momentem gdy macają cię po wnętrznościach), miałam też ogląd krwawej sytuacji bo się w obudowie lampy odbijało. I poza jednym małym kryzysem kiedy myślałam, że umieram było naprawdę fajnie, a moment kulminacyjny to jak na razie najlepsza chwila mojego życia:).
DZIECKO NA POKŁADZIE
Cóż...od tego momentu nic już nie jest takie jak kiedyś i nie było mi łatwo się z tym pogodzić. Każdy kto myśli, że po urodzeniu dziecka: wyśpi się, odpocznie, wyjdzie do kina lub po prostu będzie miał chwilę dla siebie może o tym zapomnieć...przynajmniej przez początkowe 9 miesięcy:). Pewnie to kwestia zorganizowania i pomocy innych, ale czasem naprawdę zwykłe rzeczy urastają do rangi MISSION IMPOSSIBLE. Jednakże wszystko da się przeżyć, choć czasem mam ochotę po prostu rozpłynąć się w powietrzu, albo wysłać moje dziecko do żłobka z internatem ;).
Teraz jesteśmy na etapie "mam cię, zjem cię", Hudinek pożera wszystko co wpadnie w jego ręce, łącznie z odkurzaczem. Do jego ulubionych bo zakazanych specjałów należą: wszelkiego rodzaju kable, kabelki, wtyczki, piloty, komórki i klawiatura od laptopa. A wszystko to przez pierdzielony rozwój technologiczny! Koniec.

Ja też miałam wiele wyobrażeń na temat macierzyństwa. Jak się później okazało - większość błędnych. Jedno jest pewne -dopóki osobiście nie doświadczymy bycia matką, nie jesteśmy w stanie zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.
OdpowiedzUsuń