Ostatnio coraz mocniej atakują moją głowę myśli egzystencjalne, czuję ich małe nagie stópki przemierzające moją szyję, wchodzące do ucha, z ucha do mózgu, gdzie drepczą i drepczą, a ja myślę i myślę...Myśli te mają dziwną strukturę, kształt, kolor, charakter i nacechowanie; krążą wokół jednego tematu, a za chwilę dzielą się na dziesięć oddzielnych, ale jednak powiązanych zagadnień.
Wszechświat, Galaktyka, Ziemia, Powietrze, Woda, Zwierzęta, Rośliny, Ludzie, Wybór, Świadomość, Wartości...
Ziemia istnieje miliardy lat, człowiek chodzi po niej już też szmat czasu i przez dekady wszystko współgrało dopóki nie przyszedł człowiek współczesny. Kiedyś ludzie szanowali ziemię, szanowali to co od niej otrzymywali, szanowali zwierzęta, żyli według zasad przyrody i w zgodzie z nią. Potrafili cieszyć się tym co mają, choć nie wiele posiadali, potrafili wypełnić swoje dni jeśli nie pracą to obcowaniem z rodziną lub innymi zajęciami. Żyli pełnią życia. Wykorzystywali to co daje im ziemia i potrafili dzięki temu się wyżywić, ubrać, ogrzać, wyleczyć, schronić i bawić. Nie marnotrawili niczego bo wiedzieli ile pracy potrzeba aby to coś zdobyć.
A dziś?
Odkąd ruszyliśmy pełną parą z rozwojem technologicznym czyli jakieś kilkadziesiąt lat temu, życie ludzkie zmieniło się diametralnie, stało się "wygodne", jedzenie kupujemy w marketach, ubrania w galeriach handlowych, na dom dostajemy kredyt i nam go budują, ogrzewanie mamy w kaloryferze, wodę w kranie, a zabawę w Internecie z rodziną natomiast widujemy się na święta, albo machamy do niej przez kamerkę internetową. Przestaliśmy szanować świat, siebie i innych. Marnotrawimy wodę i jedzenie. Zabijamy dziennie miliony zwierząt. Niektórzy (jak np. Melissa Bachman) z zabijania czerpią przyjemność, takie tam hobby dla bogatych. Wytwarzamy codziennie POTĘŻNE ilości śmieci. Każdego dnia zatruwamy wodę wlewając do niej hektolitry detergentów: do mycia naczyń, podłóg, kafelek i sracza. Produkujemy tony, wieki rozkładającego się plastiku. Zatruwamy powietrze spalinami i innym gównem z fabryk. I gdyby tak to wszystko rozłożyć na drobne i zadać sobie pytanie: ile JA złego wyrządzam codziennie planecie? A potem pomnożyć to przez ilość ludzi na świecie, to wyjdą nam wyniki, o których aż strach myśleć.
Ciekawa jestem ilu z nas zadało sobie podstawowe pytania dotyczące tego skąd biorą się te wszystkie rzeczy dzięki, którym żyjemy i dokąd idą te, które wydalamy?
Mogę podać kilka przykładów:
-Jedzenie: Masowe mordownie zwierząt, gdzie słowo "humanitarnie" nie istnieje. Gdzie zwierzęta konają w męczarniach, gdzie cielaki zaraz po urodzeniu, zabierane są od matek i trzymane przez kilka tygodni w specjalnych budkach, w których nie mogą się ruszyć bo wtedy mięso jest delikatniejsze. Mleko dla nich pijemy na śniadanie z kartonika. Smacznego. Kury trzymane są przez całe życie w mikro klatkach, są zestresowane i znoszą zeschizowane jajka, żebyśmy mogli sobie zrobić jajecznicę o smaku ich lęku. Potem giną. Małe koguciki jako, że są odpadem (nie znoszą jajek) wyrzuca się żywe do śmieci, albo miażdży także żywcem w specjalnych maszynkach. O faszerowaniu hormonami i antybiotykami pisać chyba nie muszę.
Ryby wyparowują z oceanów, polecam obejrzeć
to. A żebyśmy mogli zjeść np. ryż, w dalekich krajach azjatyckich, biedni ludzie harują całymi dniami z dala od rodzin na polach ryżowych, dostając za pracę głodową pensję. Często do pracy wykorzystywane są też dzieci.
To, że nasze jedzenie naszpikowane jest chemią, to że pszenica nie ma już nic wspólnego z pszenicą to pewnie wiecie.
-Odpady: oprócz "wysypisk śmieci", (które powinny być tak zabezpieczone, żeby całe ściekające gówno nie dotarło do wód gruntowych, a które oczywiście są takie tylko na papierze) trafiają do krajów rozwijających się, oceanów oraz pewnie wszędzie gdzie sie da. Na powierzchni oceanów unoszą się kilometry kwadratowe pustych plastikowych butelek i innych tworów, kolejne kilometry kwadratowe tworzą stare sieci. Z powodu jednego i drugiego ginie tysiące zwierząt morskich, jedne bo zjadły np. foliową torebkę, inne konają powoli zaplątane w sieci. O skażeniu wód chemikaliami, wyciekami ropy naftowej i Bóg wie jeszcze czym wspominać nie mam siły.
-Kosmetyki/Leki: Żebyśmy mogli wymazać swe gęby "dobrymi odmładzającymi kremami", umyć włosy w puszystych szamponach i najeść się tabletek na impotencję, ktoś musi umrzeć. Przeważnie są to zwierzęta w laboratoriach, ale nikt nie wspomina o eksperymentach na ludziach.
Codziennie jemy, kupujemy, sramy, marnotrawimy. Ogarnął nas śmiertelny wirus konsumpcjonizmu. I to konsumpcjonizm stał się wartością naczelną w życiu większości.
A gdyby ktoś nagle zgasił światło? Gdyby okazało się, że zamknięto galerie handlowe, sklepy, markety, wyłączono prąd, a co za tym idzie Internet? Odcięto wodę i gaz. Co wtedy? Wtedy byśmy się pozarzynali. Współczesny człowiek stracił naturalne instynkty, które pozwalają przetrwać. Jesteśmy marionetkami wielkich koncernów handlowych, które kontynuują destrukcyjną eksploatację naszej planety.
Dzięki naszym działaniom, Ziemia jest zatruta, wyniszczona, wymierają kolejne gatunki, wyczerpują się zasoby naturalne, przelewane są hektolitry krwi i miliony istnień umiera w męczarniach i lęku.
A w imię czego to wszystko się dzieje? W imię "dobrego", "dostatniego", "wygodnego" życia "najważniejszych" mieszkańców Ziemi - ludzi, którzy nie wiedzą jak żyć.
Pozwolę sobie coś zacytować (dzięki Jacek). Dalajlama
zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości odpowiedział: "Człowiek, ponieważ poświęca swoje zdrowie by zarabiać pieniądze.
Następnie poświęca swoje pieniądze by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest
tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z
teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w
przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera tak
na prawdę nie żyjąc."