Moje dziecko mnie bije. Gdyby miał trochę więcej siły, a ma i tak dużo jak na 10 i pół miesięcznego osobnika, chodziłabym z podbitymi oczami i opuchniętymi wargami. Chłopak lubi walić z bani. Nie wiem skąd mu się to wzięło, na pewno nie z domowych obserwacji (gdyby ktoś miał wątpliwości). Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy można się spodziewać owego natarcia. Przeważnie atak jest wielką zaskoczeńską, uderza w głowę, w brzuch, w nos itd. I to ja krzyczę z bólu, a on się tylko na mnie patrzy jakby nie rozumiejąc o co ten lament. Ech... Niestety na tym okładanie się nie kończy. Hudinek, który często z nami śpi, okłada mnie też kopytami gdzie popadnie. Nogi mam w siniakach i ostatnio obawiałam się, że będę takiego posiadała na twarzy bo obudził mnie kop w twarz, sympatycznie co? Oprócz tego jeszcze obowiązkowe "klepanie maski" czyli płaską dłonią po twarzy. Skąd mu się to wzięło?! :)
Hudinek pokazuje mi też codziennie jaki ze mnie flejtuch, siedzi na dywanie lub podłodze i swoimi malutkimi paluszkami podnosi wszystkie napotkane okruchy, potem przekłada je do drugiej dłoni i tak już z wygodniejszej odległości ogląda je sobie podnosząc i puszczając małymi palucho-pęsetkami. Czasem spojrzy na mnie spod niewidzialnych binokli, a jego wzrok mówi mniej więcej tyle: "no i jak ty sprzątałaś, popatrz ile tego na podłodze!"
Czuję, że ta sytuacja mnie przerasta. Muszę z kimś o tym porozmawiać. ;)
czwartek, 12 grudnia 2013
piątek, 6 grudnia 2013
Marysiowe dialogi
Kilka dialogów z Mery:)
Mery - Mama była na imprezie
Ja - To świetnie, jakiej?
M -Takiej andrzejkowej
J - Sama czy z Bzyczkiem?
M - Sama, bo mozna bylo przyjśc samotnie...
J - Mhhm
M - (rozmarzona)..i miała taką długą piękną suknię całą sfilcowaną, takką piękną czarną suknię z tulipanem...
J - No i co dalej?
M - I wyszła
M - Mama jak wracała z tej imprezy to biegła
J - Haha, w tej czarnej sukni?
M - No
J - A czemu biegła?
M (podekscytowana) - Mam dwie mozliwości, pierwsza to dlatego, że bardzo szybko chciała mnie odebrać od cioci...
J - to raczej mało prawdopodobne
M -...a druga, że ją wygonili
Pytanie za 100 punktów:
M - Karolina co to znaczy uprawiać seks, bo wiesz ja już się taty o to pytałam, ale chciałam poznać Twoją opinię
[...]
M (podekscytowana, gestykulując) - Bo wiesz budzę się w nocy, bo chciałam się napić, patrzę, a mama siedzi na Bzyczku i byli na golasa, ale w majtkach. Jak mnie zobaczyli to mama zeskoczyła z niego szybko...
M (po chwili namysłu) - widać, że miała to przećwiczone [...]
[...]
-A rano mi powiedziała, że się tylko tak bawili, ale ja i tak wiem, że oni uprawiali seks, tylko dlaczego ja muszę patrzeć na jakiegoś gołego faceta?!
Mery - Mama była na imprezie
Ja - To świetnie, jakiej?
M -Takiej andrzejkowej
J - Sama czy z Bzyczkiem?
M - Sama, bo mozna bylo przyjśc samotnie...
J - Mhhm
M - (rozmarzona)..i miała taką długą piękną suknię całą sfilcowaną, takką piękną czarną suknię z tulipanem...
J - No i co dalej?
M - I wyszła
M - Mama jak wracała z tej imprezy to biegła
J - Haha, w tej czarnej sukni?
M - No
J - A czemu biegła?
M (podekscytowana) - Mam dwie mozliwości, pierwsza to dlatego, że bardzo szybko chciała mnie odebrać od cioci...
J - to raczej mało prawdopodobne
M -...a druga, że ją wygonili
Pytanie za 100 punktów:
M - Karolina co to znaczy uprawiać seks, bo wiesz ja już się taty o to pytałam, ale chciałam poznać Twoją opinię
[...]
M (podekscytowana, gestykulując) - Bo wiesz budzę się w nocy, bo chciałam się napić, patrzę, a mama siedzi na Bzyczku i byli na golasa, ale w majtkach. Jak mnie zobaczyli to mama zeskoczyła z niego szybko...
M (po chwili namysłu) - widać, że miała to przećwiczone [...]
[...]
-A rano mi powiedziała, że się tylko tak bawili, ale ja i tak wiem, że oni uprawiali seks, tylko dlaczego ja muszę patrzeć na jakiegoś gołego faceta?!
sobota, 30 listopada 2013
Chupa chups!
Wczoraj oficjalnie zakończył się mój morderczy tydzień fitnessowy. Jak się ma dziecko to można sobie czasem w cztery litery włożyć jakąkolwiek próbę organizacji własnego życia. Wykupiony karnet na osiem wejść, 30 dni na wykorzystanie i co? I wykorzystywałam prawie wszystko w 5 dni! Wczoraj stwierdziłam, że dam radę dwa razy pod rząd, co to dla mnie, ale w połowie drugich zajęć (na stepie) przeklinałam w myślach ten pomysł i jak demony powróciły do mnie wspomnienia ze znienawidzonego WF-u, na którym kazali ćwiczyć aż tchu brakowało. Ale przeżyłam i nawet ruszać się dziś mogę. Hudinek mnie przećwiczył przez te 10 miesięcy i jak się okazuje z moją formą jest lepiej niż myślałam. Teraz czas na nowy karnet:) Joga rządzi:)
Oprócz tego, że jestem mamą to jestem jeszcze czymś na co w polskim słowniku fachowego określenia brakuje dla 8 letniej dziewczynki. Bo naszym wesołym autobusem podróżuje też regularnie Mery - córka R i przyrodnia siostra naszego Hudinka. Poniżej dialogi zasłyszane..
W szkole języka hiszpańskiego, przed zajęciami:
Mery (do lektorki hiszpanki) - Ale dziś w szkole była wyżerka!
Lektorka (zakłopotana, patrząc pytającym wzrokiem) wyżerka? Co to takiego wyżerka?
M- Takie wyżeranie cukierków i żelek. Pani przyniosła na Andrzejki.
L- A co to jest żelki?
M- Pani nie wie co to są żelki?! To takie gumowe cukierki haribo albo chupa chups!
L - Chupa chups! jest z Hiszpanii i oznacza "lizać lizaka"
M-super!
za chwilę
M-(szczerząc się) Pani bardzo dobrze mówi po polsku, szybko się pani nauczyła, a przecież jest p
ani w Polsce dopiero od 2008 roku! (na poprzednich zajęciach przeprowadziła dokładny wywiad dotyczący życia prywatnego lektorki:))
L-(uśmiechając się) Nie Maria, nie znam wszystkich słów
M- Nie? Na przykład jakich?
L- Na przykład "wyżerka"
Mery wracając z toalety:
M- Proszę pani, czy ktoś tu mieszka?
L- Nie Maria nikt tu nie mieszka
M-Ale w łazience są perfumy i szczoteczka do zębów!
L- Nikt tu nie mieszka
M-A perfumy?
L-To są perfumy do łazienki
M- A SZCZOTECZKA?!
M-(odwracając się do nas z triumfem na twarzy) śledztwo zakończone
środa, 27 listopada 2013
Dokąd zmierzamy?
Ostatnio coraz mocniej atakują moją głowę myśli egzystencjalne, czuję ich małe nagie stópki przemierzające moją szyję, wchodzące do ucha, z ucha do mózgu, gdzie drepczą i drepczą, a ja myślę i myślę...Myśli te mają dziwną strukturę, kształt, kolor, charakter i nacechowanie; krążą wokół jednego tematu, a za chwilę dzielą się na dziesięć oddzielnych, ale jednak powiązanych zagadnień.
Wszechświat, Galaktyka, Ziemia, Powietrze, Woda, Zwierzęta, Rośliny, Ludzie, Wybór, Świadomość, Wartości...
Ziemia istnieje miliardy lat, człowiek chodzi po niej już też szmat czasu i przez dekady wszystko współgrało dopóki nie przyszedł człowiek współczesny. Kiedyś ludzie szanowali ziemię, szanowali to co od niej otrzymywali, szanowali zwierzęta, żyli według zasad przyrody i w zgodzie z nią. Potrafili cieszyć się tym co mają, choć nie wiele posiadali, potrafili wypełnić swoje dni jeśli nie pracą to obcowaniem z rodziną lub innymi zajęciami. Żyli pełnią życia. Wykorzystywali to co daje im ziemia i potrafili dzięki temu się wyżywić, ubrać, ogrzać, wyleczyć, schronić i bawić. Nie marnotrawili niczego bo wiedzieli ile pracy potrzeba aby to coś zdobyć.
A dziś?
Odkąd ruszyliśmy pełną parą z rozwojem technologicznym czyli jakieś kilkadziesiąt lat temu, życie ludzkie zmieniło się diametralnie, stało się "wygodne", jedzenie kupujemy w marketach, ubrania w galeriach handlowych, na dom dostajemy kredyt i nam go budują, ogrzewanie mamy w kaloryferze, wodę w kranie, a zabawę w Internecie z rodziną natomiast widujemy się na święta, albo machamy do niej przez kamerkę internetową. Przestaliśmy szanować świat, siebie i innych. Marnotrawimy wodę i jedzenie. Zabijamy dziennie miliony zwierząt. Niektórzy (jak np. Melissa Bachman) z zabijania czerpią przyjemność, takie tam hobby dla bogatych. Wytwarzamy codziennie POTĘŻNE ilości śmieci. Każdego dnia zatruwamy wodę wlewając do niej hektolitry detergentów: do mycia naczyń, podłóg, kafelek i sracza. Produkujemy tony, wieki rozkładającego się plastiku. Zatruwamy powietrze spalinami i innym gównem z fabryk. I gdyby tak to wszystko rozłożyć na drobne i zadać sobie pytanie: ile JA złego wyrządzam codziennie planecie? A potem pomnożyć to przez ilość ludzi na świecie, to wyjdą nam wyniki, o których aż strach myśleć.
Ciekawa jestem ilu z nas zadało sobie podstawowe pytania dotyczące tego skąd biorą się te wszystkie rzeczy dzięki, którym żyjemy i dokąd idą te, które wydalamy?
Mogę podać kilka przykładów:
-Jedzenie: Masowe mordownie zwierząt, gdzie słowo "humanitarnie" nie istnieje. Gdzie zwierzęta konają w męczarniach, gdzie cielaki zaraz po urodzeniu, zabierane są od matek i trzymane przez kilka tygodni w specjalnych budkach, w których nie mogą się ruszyć bo wtedy mięso jest delikatniejsze. Mleko dla nich pijemy na śniadanie z kartonika. Smacznego. Kury trzymane są przez całe życie w mikro klatkach, są zestresowane i znoszą zeschizowane jajka, żebyśmy mogli sobie zrobić jajecznicę o smaku ich lęku. Potem giną. Małe koguciki jako, że są odpadem (nie znoszą jajek) wyrzuca się żywe do śmieci, albo miażdży także żywcem w specjalnych maszynkach. O faszerowaniu hormonami i antybiotykami pisać chyba nie muszę.
Ryby wyparowują z oceanów, polecam obejrzeć to. A żebyśmy mogli zjeść np. ryż, w dalekich krajach azjatyckich, biedni ludzie harują całymi dniami z dala od rodzin na polach ryżowych, dostając za pracę głodową pensję. Często do pracy wykorzystywane są też dzieci.
To, że nasze jedzenie naszpikowane jest chemią, to że pszenica nie ma już nic wspólnego z pszenicą to pewnie wiecie.
-Odpady: oprócz "wysypisk śmieci", (które powinny być tak zabezpieczone, żeby całe ściekające gówno nie dotarło do wód gruntowych, a które oczywiście są takie tylko na papierze) trafiają do krajów rozwijających się, oceanów oraz pewnie wszędzie gdzie sie da. Na powierzchni oceanów unoszą się kilometry kwadratowe pustych plastikowych butelek i innych tworów, kolejne kilometry kwadratowe tworzą stare sieci. Z powodu jednego i drugiego ginie tysiące zwierząt morskich, jedne bo zjadły np. foliową torebkę, inne konają powoli zaplątane w sieci. O skażeniu wód chemikaliami, wyciekami ropy naftowej i Bóg wie jeszcze czym wspominać nie mam siły.
-Kosmetyki/Leki: Żebyśmy mogli wymazać swe gęby "dobrymi odmładzającymi kremami", umyć włosy w puszystych szamponach i najeść się tabletek na impotencję, ktoś musi umrzeć. Przeważnie są to zwierzęta w laboratoriach, ale nikt nie wspomina o eksperymentach na ludziach.
Codziennie jemy, kupujemy, sramy, marnotrawimy. Ogarnął nas śmiertelny wirus konsumpcjonizmu. I to konsumpcjonizm stał się wartością naczelną w życiu większości.
A gdyby ktoś nagle zgasił światło? Gdyby okazało się, że zamknięto galerie handlowe, sklepy, markety, wyłączono prąd, a co za tym idzie Internet? Odcięto wodę i gaz. Co wtedy? Wtedy byśmy się pozarzynali. Współczesny człowiek stracił naturalne instynkty, które pozwalają przetrwać. Jesteśmy marionetkami wielkich koncernów handlowych, które kontynuują destrukcyjną eksploatację naszej planety.
Dzięki naszym działaniom, Ziemia jest zatruta, wyniszczona, wymierają kolejne gatunki, wyczerpują się zasoby naturalne, przelewane są hektolitry krwi i miliony istnień umiera w męczarniach i lęku.
A w imię czego to wszystko się dzieje? W imię "dobrego", "dostatniego", "wygodnego" życia "najważniejszych" mieszkańców Ziemi - ludzi, którzy nie wiedzą jak żyć.
Pozwolę sobie coś zacytować (dzięki Jacek). Dalajlama
zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości odpowiedział: "Człowiek, ponieważ poświęca swoje zdrowie by zarabiać pieniądze.
Następnie poświęca swoje pieniądze by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest
tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z
teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w
przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera tak
na prawdę nie żyjąc."
niedziela, 24 listopada 2013
Nagą prawdą w twarz (o posiadaniu dzieci i takich tam okołodzieciowych prawdach i mitach)
Co wrażliwszym i obrzydliwskim osobnikom płci przeciwnej chyba nie polecam lektury tego posta:)
CIĄŻA
Od początku miałam w głowie pewne hasła przewodnie podsłuchane, obejrzane i wylukane w necie typu: rzyganie, hemoroidy, zachcianki, tusza, wkurw itd.
Wolałam o tym nie myśleć, bo pewne z nich brzmią dość strasznie, ale okazało się, że to wcale nie tak!
Z rzyganiem to loteria jedna ma druga nie, ja miałam farta, poza wyjątkowym odczuwaniem zapachów. Na początku ciąży byłam w Portugalii, chcieliśmy zwiedzić Lizbonę, no i się nie dało...zapachy, które uwielbiałam: oceanu, grilowanych ryb i innych typowych dla tego miejsca, sprawiły, że za każdym rogiem ulicy przeżywałam mdłościowe katusze, ale na szczęście na tym się skończyło.
Opcji drugiej z mojej listy nie zaliczyłam. UFFFFFF.
Nie jadłam też budyniu z cebulą ani ogórków z keczupem. Opanowała mnie jedynie żądza na czekoladę, ale nie przytyłam z tego powodu 20 dodatkowych kilogramów i nie miałam potrzeby jeść za dwóch.
Dopadł mnie za to wkurw przez duże W i nie odpuszczał przez kilka dobrych miesięcy. Medal dla wszystkich, którzy musieli mnie znosić, sama siebie nie mogłam zdzierżyć. Gdybym była facetem spakowałabym reklamówkę i zamknęła na zawsze drzwi... z drugiej strony:)
PORÓD
Napiszę tylko tyle, że chyba nie jestem do końca zwolenniczką natury bo myśl o tej "naturze" sprawiał, że robiło mi się blado, słabo i zimno. Polecam za to metodę bardziej rzeźnicką, ale w sumie całkiem przyjemną (poza momentem gdy macają cię po wnętrznościach), miałam też ogląd krwawej sytuacji bo się w obudowie lampy odbijało. I poza jednym małym kryzysem kiedy myślałam, że umieram było naprawdę fajnie, a moment kulminacyjny to jak na razie najlepsza chwila mojego życia:).
DZIECKO NA POKŁADZIE
Cóż...od tego momentu nic już nie jest takie jak kiedyś i nie było mi łatwo się z tym pogodzić. Każdy kto myśli, że po urodzeniu dziecka: wyśpi się, odpocznie, wyjdzie do kina lub po prostu będzie miał chwilę dla siebie może o tym zapomnieć...przynajmniej przez początkowe 9 miesięcy:). Pewnie to kwestia zorganizowania i pomocy innych, ale czasem naprawdę zwykłe rzeczy urastają do rangi MISSION IMPOSSIBLE. Jednakże wszystko da się przeżyć, choć czasem mam ochotę po prostu rozpłynąć się w powietrzu, albo wysłać moje dziecko do żłobka z internatem ;).
Teraz jesteśmy na etapie "mam cię, zjem cię", Hudinek pożera wszystko co wpadnie w jego ręce, łącznie z odkurzaczem. Do jego ulubionych bo zakazanych specjałów należą: wszelkiego rodzaju kable, kabelki, wtyczki, piloty, komórki i klawiatura od laptopa. A wszystko to przez pierdzielony rozwój technologiczny! Koniec.
piątek, 22 listopada 2013
Pies, kot i dziecko
Będąc w ciąży zastanawiałam się jak na przybycie nowego członka rodziny zareaguje moja futrzasta para. Bardziej obawiałam się o reakcję kota, który był wszędzie, jest wszędzie i wszędzie wlezie. Nie pomagały też osoby "postronne" i ich ciągle komentarze w stylu: "No tak, ale pamiętaj, że to tylko zwierzę" - Tylko?! I opowieści z krypty w stylu: "bo był taki przypadek, że pies łagodny, tyle lat z rodziną, a potem pogryzł dziecko" - Jak mu dziecko włożyło palec, albo patyka w oko to co mu się dziwić, wypadałoby się raczej zastanowić gdzie wtedy byli rodzice.
Czytałam o tym jak przygotować zwierzaki na przybycie dziecka, bo dla nich to też stres i zmiana sytuacji, ale po serii porad o balonach w łóżeczku i innych pierdołach, stwierdziłam, że im mniej dodatkowych szopek tym lepiej. I nie pomyliłam się:)
Moje czworonogi są bardzo tolerancyjne dla innych zwierząt tudzież innych małych stworzeń bez futra. Po pierwszych obwąchujących oględzinach zaakceptowały "nowego" w stadzie:).
10 miesięcy później, sytuacja wygląda następująco: pies już nie odchodzi widząc raczkującego do niego Hudinka, ale wtedy niestety zostaje potraktowany jako podpórka do wstawania, albo jest pociągny za ucho. Kot ostatnio zaczął się "pokazywać", ale tak żeby go zauważono:) Kiedy mały do niego podchodzi, odbiega na bezpieczną odległość i tak w kółko. Bywa też tak, że po prostu wywala się do góry kołami na wyciągnięcie ręki małego i co mnie zaskakuje, potargany w sposób mało delikatny nic sobie z tego nie robi - czasem nie poznaję mojego kota!
Futrzaki mają jednak pewną zmowę i wtedy gdy potrzebujemy ciszy, żeby mały zasnął, pies przechadza się po panelowym korytarzu, stukając przy tym wszystkimi pazurami i każdym z osobna, czasem zaczyna też głośniej niż zazwyczaj gryźć suchą karmę - uwielbiam to. Kot natomiast urządza biegi na czas na wysokości lamperii, miauczy nie wiadomo dlaczego i grzebie w kuwecie przez 10 minut. Aaaaa! Oczywiście każde z tych dźwięków od razu powoduje wzmożoną uwagę mojego dziecka, które siada i zaczyna kiciać. Ostatnio kiciał o 3 nad ranem...:).
Najlepsza jest mina kota gdy wychodzę w końcu w wkurzona z pokoju z małym na rękach. Patrzę oskarżycielskim wzrokiem, a mina kota mówi mniej więcej tyle: "No co się na mnie tak patrzysz? Ja nic nie wiem, z nim gadaj (zerkając w stronę psa).
poniedziałek, 18 listopada 2013
Jestem z Melmaka
Czasem nie potrafię pogodzić się ze swoim pobytem na Ziemi, mam wtedy wielką i nieodpartą potrzebę ucieczki, a zaraz za tym pragnieniem spada na mnie niczym grom, świadomość niewykonalności pomysłu... Nie potrafię się dostosować do panujących tu praw, obyczajów, światopoglądu, okrucieństwa, znieczulicy, braku wrażliwości, empatii, zła, destrukcji, marnotrawstwa, bezmyślności, głupoty i wielu innych. Nie potrafię być jak większość i nie potrafię naprawić wszystkich szkód napotkanych na codziennej drodze, ani zapobiec choćby części z nich. Ta świadomość przytłacza, boli, męczy i wywraca moją duszę na lewą stronę. Pozostaje walka z wiatrakami i akceptacja, na którą nigdy się nie zdobędę.
Bywają dni kiedy chciałabym nie czuć, nie widzieć, zobojętnieć, ale wtedy stałabym się taka jak Oni. A taka nie chcę być. Inną alternatywą jest próba niesienia pomocy wszędzie tam gdzie zdołam i szukaniem sobie podobnych, aby nie czuć się wyobcowana i samotna. Tak też robię. Ale jak uleczyć piekący ból, który pojawia się jako reakcja na to co widzą oczy? Jak uleczyć ból innych cierpiących? Jak zmienić coś czego zmienić się nie da? I jak nie pozwolić sobie na zgorzkniałość oraz smutek widząc to wszystko? Pułapka.
Ostatnio spotkałam człowieka, który nie ma domu...towarzyszył mu pies, ich dobytek mieścił się na pchanym wózku, mijając ich zrobiło mi się wstyd. Wstyd za to, że ja mam dużo więcej co wcale nie jest sprawiedliwe, że mi jest ciepło, a im nie...I znowu piecze...
środa, 5 czerwca 2013
It's a new dawn, It's a new day, It's a new life... And I'm feeling good
Nowe początki, nowy rozdział, wszystko jakby nowe, a przecież stare...Tylko spojrzenie jakby inne i czas jakby przyśpieszył, ale nigdy nie było mi lepiej, tam głęboko w środku...
Nigdy nie byłam osobą specjalnie przepadającą za stworzeniami zwanymi powszechnie dziećmi. Własne chciałam mieć, aczkolwiek do tego tematu podchodziłam z pewną dozą nieufności i niewiary we własne "matczyne" umiejętności. Aż pewnego pięknego dnia na świecie pojawił się ON i wywrócił moje życie do góry kołami:)
Teraz nasz wesoły autobus (nieco już pękający w szwach) wiezie mnie, R, Baka, Lirę i Hudinka...
Nigdy bym nie pomyślała, że mały człowiek może wywołać we mnie takie pokłady miłości, radości i ogólnej szczęśliwości. Nigdy bym nie pomyślała, że starczy mi sił i cierpliwości do tej 24 godzinnej obsługi potrzeb tej małej istoty. A jednak... Czyli wszystko ze mną w normie:), ale tak jak się zawsze zapierałam, tak i zaprę się ponownie - nigdy nie zostanę MATKĄ POLKĄ. Amen.
Nigdy nie byłam osobą specjalnie przepadającą za stworzeniami zwanymi powszechnie dziećmi. Własne chciałam mieć, aczkolwiek do tego tematu podchodziłam z pewną dozą nieufności i niewiary we własne "matczyne" umiejętności. Aż pewnego pięknego dnia na świecie pojawił się ON i wywrócił moje życie do góry kołami:)
Teraz nasz wesoły autobus (nieco już pękający w szwach) wiezie mnie, R, Baka, Lirę i Hudinka...
Nigdy bym nie pomyślała, że mały człowiek może wywołać we mnie takie pokłady miłości, radości i ogólnej szczęśliwości. Nigdy bym nie pomyślała, że starczy mi sił i cierpliwości do tej 24 godzinnej obsługi potrzeb tej małej istoty. A jednak... Czyli wszystko ze mną w normie:), ale tak jak się zawsze zapierałam, tak i zaprę się ponownie - nigdy nie zostanę MATKĄ POLKĄ. Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

