Moje dziecko mnie bije. Gdyby miał trochę więcej siły, a ma i tak dużo jak na 10 i pół miesięcznego osobnika, chodziłabym z podbitymi oczami i opuchniętymi wargami. Chłopak lubi walić z bani. Nie wiem skąd mu się to wzięło, na pewno nie z domowych obserwacji (gdyby ktoś miał wątpliwości). Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy można się spodziewać owego natarcia. Przeważnie atak jest wielką zaskoczeńską, uderza w głowę, w brzuch, w nos itd. I to ja krzyczę z bólu, a on się tylko na mnie patrzy jakby nie rozumiejąc o co ten lament. Ech... Niestety na tym okładanie się nie kończy. Hudinek, który często z nami śpi, okłada mnie też kopytami gdzie popadnie. Nogi mam w siniakach i ostatnio obawiałam się, że będę takiego posiadała na twarzy bo obudził mnie kop w twarz, sympatycznie co? Oprócz tego jeszcze obowiązkowe "klepanie maski" czyli płaską dłonią po twarzy. Skąd mu się to wzięło?! :)
Hudinek pokazuje mi też codziennie jaki ze mnie flejtuch, siedzi na dywanie lub podłodze i swoimi malutkimi paluszkami podnosi wszystkie napotkane okruchy, potem przekłada je do drugiej dłoni i tak już z wygodniejszej odległości ogląda je sobie podnosząc i puszczając małymi palucho-pęsetkami. Czasem spojrzy na mnie spod niewidzialnych binokli, a jego wzrok mówi mniej więcej tyle: "no i jak ty sprzątałaś, popatrz ile tego na podłodze!"
Czuję, że ta sytuacja mnie przerasta. Muszę z kimś o tym porozmawiać. ;)
Zapraszam na kozetkę w takim razie:)
OdpowiedzUsuń